Jak podaje Puls Biznesu i serwis Wirtualne Media, polski strtup Booksy – serwis służący do rezerwacji wizyt m.in. u fryzjerów czy kosmetyczek musiał zderzyć się z niewidocznym zagrożeniem.
Świat online nie zawsze jest dobrym schronem i pewnym miejscem do utrzymania biznesu, szczególnie gdy jest się zależnym od innych będących głównie w świecie offline.
Połowa zespołu startupu została zwolniona, rozmowy z inwestorami zostały zawieszone, a prezes firmy spodziewa się utraty połowy z ponad 300 tys klientów na całym świecie. Klienci proszą już teraz o anulowanie lub zawieszenie dostępu mimo obniżenia o 50% kosztu dostępu do platformy.
Booksy nie upadnie, a większość pracowników powróci
Moim zdaniem Stefan Batory (Prezes Booksy) co prawda musiał zwolnić pracowników, aby zapewnić niezbędne środki operacyjne, ale po minięciu zagrożenia wiele z nich powróci spowrotem do swoich obowiązków. Nie nastąpi to na „pstryknięcie palcem”, ale najprawdopodobniej falami w miare normowania się sytuacji.
Zwolnieni pracownicy z większości krajów dotkniętych redukcją nie zostali bez pomocy – Państwa wypłacają tzw „postojowe”, a u nas za chwilę również będzie wypłacane.
Firmy z wielu branż decydują się na „papierowe zwolnienie” obniżając koszty swojej dzielności i opłat związanych z zatrudnieniem – szczególnie obserwuje to w branży usługowej i gastronomicznej. Pracownik dostaje zasiłek zależny od stażu pracy oraz wkrótce dodatkowe wsparcie od państwa (przynajmniej mam taką nadzieję).
A uciekający klienci?
Można zapewnić, że płatności w okresie zamrożenia działalności będą niejako przedpłatą na okres po epidemii lub obniżyć je do minimum pozwalającego utrzymać serwery, obecnych pracowników i uzyskanie środków potrzebnycg do pokrycia pozostałych kosztów operacyjnych.
Podobnie jak w każdym tego typu startupie klienci nie lubią zmian, a więc również duża ich część powróci na platformę. Ułatwiając pozostanie im każdym dostępnym kosztem i sposobem zmniejszy się wskaźnik CHURN, co zmniejszy negatywne skutki epidemii koronawirusa.
Jakby nie było z własnego doświadczenia wiem, że salony SPA i fryzjerzy często są od Booksy uzależnieni, gdyż serwis przynosi im ponad 60% klientów.
Co jeszcze można zrobić?
A może by tak wykorzystać infrastrukturę i bazę celem sprzedaży voucherów lub karnetów. Prezes firmy zapewnia, że poza utrzymaniem firmy zależy mu na pomocy branży. To byłby świetny pomysł sprawdzający się w wielu innych krajach i branżach.